• utworzono
  • zmodyfikowano 10-02-2017
ResearchBlogging.org

Od 15 lat obserwujemy w naszym kraju niebywałą poprawę jakości jakości i długości życia. Przyrost długości życia po transformacji ustrojowej wyniósł ponad 4 lata u mężczyzn i kobiet (po 30 latach utrzymywania się oczekiwanej średniej długości życia na tym samym poziomie). Najbardziej znaczącym faktem zdrowotnym jest zmniejszenie się liczby zachorowań i umieralności z powodu chorób układu krążenia o około 20% w porównaniu z 1991 r. (1,2). 

To cytat ze wstępu prof. W. Zatońskiego do Europejskiego Kodeksu Walki z rakiem Wersja Trzecia (2003), którego polskie opracowanie wraz z pomienionymi komentarzami zostało wydane w roku 2007.

Jest taki zadziwiający wskaźnik demograficzny „przeciętne dalsze trwanie życia”, czyli „life expectancy”. W odróżnieniu od intuicyjnie zrozumiałego wskaźnika „średnia długość życia” - ten pierwszy jest obliczany dla poszczególnych grup wiekowych. Możemy więc obliczyć przeciętne dalsze trwanie życia na przykład dla 45-latków, czy też 60-latków. Po co to robić? W ten sposób ze statystyki demograficznej „eliminuje” się niektóre przyczyny nie wpływające już na dane grupy wiekowe, na przykład śmiertelność noworodków. Jak ten wskaźnik kształtował się w Polsce? O co właściwie chodzi prof. Zatońskiemu? No cóż - wszystko wyjaśni poniższy schemat (3).

 

Muszę przyznać, że próba zrozumienia tego zjawiska przyprawia o ból głowy. Nie da się ukryć, iż po 1990 roku stało się „coś” co zmniejszyło częstość zgonów w starszych grupach wiekowych i wydłużyło oczekiwany czas życia, zwłaszcza w grupie wiekowej ówczesnych 45-latków. Wielu komentatorów, jak wspomniany prof. Zatoński widzi tu przede wszystkim wpływ diety, zdrowego stylu życia, ograniczenie nałogu palenia (2). Ale wpływ diety czy stylu życia to wpływ odległy, zresztą zmiany w mentalności nie następują tak szybko. Tymczasem wyliczenia przeciętnego dalszego trwania życia polega na analizie aktualnych wskaźników zgonu, które po 1990 roku w sposób niespodziewany i zadziwiający uległy zmianie.

Nie da się więc zaprzeczyć, że do opisanych zjawisk demograficznych musiała przyczynić się zła, kapitalistyczna, goniąca tylko za zyskiem i mająca za nic chorego człowieka „służba zdrowia”. Jak wiadomo kiedyś służba zdrowia była dobra, dostępna bez żadnych łapówek dla każdego, pochylała się troskliwie nad pacjentem i nie goniła za zyskiem. Jedynym minusem (z wielu dyskusji w internetowym Globalnym Śmietniku wynika, iż nieistotnym) było tylko to, że z leczeniem nie za bardzo dawała sobie rady, jak to widać na załączonym wykresie wskaźnik „life expectancy” u mężczyzn poszedł ostro w dół. Ale nic to, wszak „nie wszystek umrę” ważne, że było miło.

Zresztą do dzisiaj jakość sprzętu, fachowość i zaangażowanie lekarza wielu pacjentów ma głęboko w czterech literach. Nie wierzysz? Popatrz co na mój temat piszą pacjenci na forach internetowych, najważniejszy zarzut "na mnie ani raz nie spojrzał i odpowiadał zdawkowo na pytania". To, że przez ten czas wlepiam gały w aparat USG (który kupiłem za kilkaset tysięcy, bo mam ambicje mieć najlepszy z możliwych sprzęt) i nie odpowiadam na lawinę pytań, bo zastanawiam się co zrobić (a Szanowna Pacjentka nie rozumie, że w pewnych chwilach nie należy przeszkadzać), nie ma dla Szanownych Pacjentek(Pacjentów) najmniejszego znaczenia.

Oczywiście, że podstawą aktualnie działających instytucji jest pogoń za zyskiem, lekceważenie pacjenta, lekceważenie metod naturalnych i karmienie społeczeństwa truciznami (dla niepoznaki zwanych lekami) produkowanymi przez koncerny wchodzące w skład Big Pharma. Ale jak to możliwe, że bezduszność i trucizny mogły przyczynić się do wspomnianego 20% spadku śmiertelności z powodu chorób układu krążenia? Może jednak „służba zdrowia” użyła jakichś zamaskowanych substancji naturalnych, preparatów otrzymywanych z torfu czy skradzionych medycynie chińskiej?

No to sprawdzamy. W kardiologii za najbardziej znaczące uważa się powszechne użycie leków obniżających poziom cholesterolu z grupy statyn, a ściślej inhibitorów reduktazy hydroksy-metylo-glutarylo-koenzymu A. Odkrycie tych środków nie ma nic wspólnego z jakimikolwiek naturalnymi przepisami naszych, chińskich czy indyjskich babć, nic o nich nie mówią jakiekolwiek starożytne księgi. Ot po prostu do lat 70-tych poznano tajniki sporej części reakcji metabolicznych zachodzących w organizmach zwierzęcych, w tym odkryto reakcje biorące udział w syntezie cholesterolu. Student mający w swoim programie przedmiot „Biochemia” już w latach 80-tych był zmuszony wkuć na pamięć schemat coś w stylu obrazka poniżej (4).

Gdzieś tam, jak się dobrze poszuka (można kupić sobie lupę, albo obejrzeć schemat w oryginale na stronie firmy Sigma Aldrich), jest pomieniony hydroksy-metylo-glutarylo-koenzym A i jego reduktaza. Wpadła ona w oko przekupionym przez firmę Sankyo japońskim naukowcom. Zamiast zajmować się, jak na Japończyków przystało, propagowaniem starożytnej japońskiej medycyny - zdradzili ją i postanowili znaleźć środek na zahamowanie owej reduktazy. Rzecz się udała, pomysł przejął zamorski „Wielki Szatan” ucieleśniony w oddziale Big Pharma o nazwie Merck (obecnie MSD) i wprowadził w 1987 r. na rynek lowastatynę (Mevacor) a następnie do dzisiaj używaną simwastatynę. Zresztą najlepiej przeczytać artykuł jednego z owych naukowców, mających gdzieś dorobek starożytnej medycyny - Akira Endo (5). Zastosowanie statyn w celu obniżenia poziomu cholesterolu zawartego we frakcji LDL lipoprotein (jednego z nośników cholesterolu we krwi) okazało się przełomem w niezabiegowym leczeniu i zapobieganiu chorobom układu krążenia.

Od czasów Ignatowskiego, Aniczkowa i Chałatowa (dzisiaj nazwalibyśmy ich Ignathovsky, Anitschkow i Khalatov)- rosyjskich naukowców z początku XX w karmiących króliki żółtkami a potem wyekstrahowanym cholesterolem - wiadomym było o znaczeniu nadmiaru cholesterolu w chorobach układu krążenia. Znana była rola ograniczeń dietetycznych, ale efekty leczenia farmakologicznego, pomimo wielu prób uznawano za raczej mierne. „Rewolucję statynową”, która dokonała się na świecie pod koniec lat 80-tych XX w. najlepiej zobrazowały wyniki opublikowanego w 1994 roku 5-letniego badania SSSS z udziałem 4444 pacjentów (6). Porównanie grupy leczonej simwastatyną i dietą/placebo wykazało ryzyko względne zgonu w grupie leczonej 0,70 w porównaniu z grupą kontrolną (95% CI 0.58-0.85, p = 0.0003), ryzyko względne zgonu z powodu chorób układu krążenia zostało zredukowane aż do 0,58 (95% CI 0.46-0.73). Przy okazji wyszło, że Big Pharma miała wyjątkowego farta - obecnie uważa się, że statyny oprócz działania obniżającego poziom cholesterolu dają szereg innych pozytywnych efektów (niezwiązanych z poziomem cholesterolu) czego oczywiście nie mogli zaplanować ich odkrywcy.

W Polsce tymczasem wskaźnik dalszego przeciętnego trwania życia u mężczyzn spadał dalej w dół. Aż tu nagle, po wcześniejszej odmowie godniejszych kandydatów - na ministra finansów został powołany były pracownik Instytutu Podstawowych Problemów Marksizmu Leninizmu KC PZPR, zwany przez niektórych „Ekonomicznym Idiotą”, przez innych nazywany Aaron Bucholz. Ów „Ekonomiczny Idiota” doprowadził do nagłego spadku kursu dolara z 15000 do 5000 starych złotych (czy jakoś tak, już nie pamiętam dobrze) i na dodatek każdemu chętnemu wymieniał te złotówki na waluty, aby mógł sobie, czy swojej firmie kupić co mu się podoba - tonę par spodni z lampasami albo tonę tabletek Mevacoru (pierwszej dostępnej w Polsce statyny). Wpływ owego ekonomicznego idiotyzmu na statystyki zdrowotne i demograficzne najlepiej scharakteryzował prof. Zatoński w słowach przytoczonych we wstępie niniejszego tekstu, a wskaźnik przeciętnego dalszego trwania życia dla 45-latków rozpoczął ostre pikowanie do góry.

Oczywiście odbyła się zwyczajowa walka o odkrojenie jak największej części statynowego tortu, często przy użyciu pozamerytorycznych chwytów. Firma Pfizer do dzisiaj zdaje się promuje swoje dziecko - atorwastatynę jako najlepszą, najbardziej znaną, najpopularniejszą, może droższą, ale i tak najbardziej efektywną pod względem ekonomii. Pamiętam przed wielu laty sympatycznego Brodacza, Dyrektora jakiejś okołoministerialnej przybudówki zajmującej się czymś w rodzaju ekonomii leczenia, gdy z ministerialną powagą wywodził tę prawdę na sympozjum. Cena atorwastatyny (w Polsce nazywała się Sortis) była wtedy na prawdę szaleńcza. Ten nacisk jest widoczny nawet w Wikipedii. Oto cytat: „The best known of the statins atorvastatin marketed as Lipitor and manufactured by Pfizer. By 2003 it had become the best-selling pharmaceutical in history.” Ten przekaz nie uwzględnia faktu, iż w czasie gdy sprzedaż Lipitoru biła rekordy - konkurencyjna stara ale jara simwastatyna była sprzedawana w postaci preparatów generycznych przez wiele firm pod różnymi nazwami na całym świecie, trudno nawet oszacować jej zużycie. Nie obyło się też bez wpadek - Bayer wyprodukował ceriwastatynę - lek o zwiększonym ryzyku groźnych powikłań. Wiedząc już, że lek zostanie wycofany - firma w ostatnich miesiącach podniosła cenę, chcąc wydoić od pacjentów co się da. Pojawiają się coraz to nowe dane o wyższości którejś ze statyn, ale jak się wydaje wynikają one z nowatorskiego zaprojektowania badań i doboru grupy leczonej. Na przykład prawastatynę (Lipostat firmy Bristol) i nowy wynalazek rosuwastatynę (Cretor firmy Astra Zeneca) przebadano w grupie bez hipercholesterolemii (wg kryteriów z okresu badania) i wykazano ich prewencyjny efekt nawet w tej grupie. Czy to znaczy, że są lepsze od konkurencyjnych simwastatyny i atorwastatyny? Z tego co wiem - nie istnieją jednoznaczne i wiarygodne badania porównawcze dowodzące wyższości jednej statyny nad drugą.

To już chyba koniec opowieści o tym, jak Big Pharma razem z Ekonomicznym Idiotą ratują świat. W opracowaniach naukowych jest taka obowiązkowa pozycja jak informacja o konflikcie interesów autora (czytaj która firma funduje wczasy pod pozorem konferencji naukowej w zamian za łaskawość w wygłaszaniu opinii). Autor nie deklaruje żadnego konfliktu interesów, bo wszyscy przedstawiciele firm od dawna już trzymają się od niego z daleka. Od czasu do czasu dostaje "na słowo honoru" paczkę glukometrów od przedstawicielki Polfy Tarchomin (producenta insuliny Polhumin), które rozdaje mieszkańcom pewnej podgórskiej gminy - sympatycznym i pracowitym Moherowym Beretom jak i Zwolennikom Równości - kto tam się zgłosi, ale to nie ma związku z niniejszym tekstem.

Piśmiennictwo:

  1. Europejski Kodeks Walki z rakiem Wersja Trzecia (2003). Centrum Onkologii - Instytut, Warszawa 2007.
  2. Zatonski WA, McMichael AJ, & Powles JW (1998). Ecological study of reasons for sharp decline in mortality from ischaemic heart disease in Poland since 1991. BMJ (Clinical research ed.), 316 (7137), 1047-51 PMID: 9552904
  3. GUS - Główny Urząd Statystyczny - Portal Informacyjny. Trwanie życia w  2009.  http://www.stat.gov.pl/gus/5840_4721_PLK_HTML.htm
  4. IUMB - Nicholson Metabolic Pathways Chart. http://www.iubmb-nicholson.org/chart.html
  5. ENDO, A. (2010). A historical perspective on the discovery of statins Proceedings of the Japan Academy, Series B, 86 (5), 484-493 DOI: 10.2183/pjab.86.484
  6. Scandinavian Simvastatin Survival Study Group (1994). Randomised trial of cholesterol lowering in 4444 patients with coronary heart disease: the Scandinavian Simvastatin Survival Study (4S) Lancet, 344 (8934), 1383-9 PMID: 7968073