• utworzono
  • zmodyfikowano 26-02-2013

ResearchBlogging.org Dużo „na internecie” napisano, a jeszcze więcej nie napisano na temat naprotechnologii – dziedzinie medycyny która: W przeciwieństwie do powszechnego podejścia do płodności poprzez hamowanie i niszczenie, NaProTECHNOLOGY współpracuje z układem rozrodczym kobiety (cytat z oficjalnej witryny naprotechnology.pl ).

Dyskusje o naprotechnologii toczą się zazwyczaj w kontekście dyskusji o in vitro. Propagatorzy  naprotechnologii twierdzą, że in vitro to metoda niepotrzebna, gdyż kompleksowe stosowanie przez nich dotychczasowych metod daje nawet lepsze rezultaty.  Przedstawiciele „mainstreamowej” medycyny  wskazują, iż  twierdzenia te można traktować jako coś w rodzaju pobożnych życzeń, natomiast prawda jest bezlitosna – u wielu par  bez in vitro bobasa nie będzie.

W tym tekście nie zamierzam podejmować dyskusji na temat wątpliwości etycznych związanych z metodą in vitro,  po raz kolejny przelewać z pustego w próżne i przekonywać przekonanych (czy na odwrót). Nie zajmuję się in vitro, nie mam w tej sprawie wiele do powiedzenia.

Chciałbym coś napisać na temat innych aspektów  ruchu naprotechnologicznego, bowiem naprotechnologia znalazła w naszym kraju propagatorów, entuzjastów i naśladowców. Otóż naprotechnologia to nie tylko lecznie niepłodności, jej twórca zajmuje się wieloma sprawami, aspirując do formułowania zaleceń w najróżniejszych dziedzinach, czasami luźno związanych z problemem niepłodności.  Czy są to zalecenia słuszne? Jak to się ma do ujęcia analogicznych problemów przez „klasyczną” medycynę? Jak ocenić potencjał intelektualny ośrodków naprotechnologicznych i ich wiarygodność? Zobaczymy.

Wiadomości wstępne:

Trzydzieści lat badań naukowych nad cyklami miesiączkowymi, prawidłowymi jak i nieprawidłowymi, przyniosły ostatecznie wyjaśnienie ich tajemnicy. (cytat z głównej strony witryny naprotechnology.pl)

Wyszukiwarka artykułów naukowych Pubmed wyrzuca 34365 pozycji (stan na dzień 03.03.2011) w odpowiedzi na zapytanie menstrual cycle. Jednocześnie wyrzuca zero pozycji na zapytanie menstrual cycle unraveled mysteries. Artykuł naukowy, którego autor skonstatowałby ostateczne wyjaśnienie  tajemnicy cyklów miesiączkowych, jak widać nie został jeszcze napisany.

Zespół napięcia przedmiesiączkowego (PMS, PMDD):

Instytut Pawła VI, z którego wywodzi się naprotechnologia, szczyci się wysoką skutecznością leczenia zespołu napięcia przedmiesiączkowego, i swoje wyniki prezentuje na tle niskiej skuteczności metod konkurencyjnych, polegających na przykład na podawaniu leków przeciwdepresyjnych. Leczenie naprotechnologiczne polega na podawaniu gonadotropiny kosmówkowej (HCG), czyli hormonu stymulującego wydzielanie hormonów płciowych i owulację, a także jednego z hormonów płciowych – progesteronu. Drugi rodzaj stosowanych leków to antagoniści środków opiatowych - czyli naltrexon.

Stoi to jednak w całkowitej sprzeczności z ustaleniami „oficjalnej” nauki. Najskuteczniejszym sposobem pozbycia się tej przykrej przypadłości jest „zatrzymanie” owulacji poprzez leki antykoncepcyjne, czy w skrajnych przypadkach obniżenie wydzielania naturalnych gonadotropin, czyli wywołanie czegoś podobnego do menopauzy. Stosuje się też leki przeciwdepresyjne z grupy selektywnych inhibitorów zwrotnego wychwytu serotoniny (SSRI). Leczenie progesteronem może pogorszyć sytuację, gdyż do nasilenia objawów mogą przyczynić się właśnie metabolity progesteronu. Skuteczności naltrexonu, po pierwszych zachęcających doniesieniach  z lat 80-tych XX wieku, nie potwierdzono.

Jak to mogę skomentować? Progesteronem próbowano leczyć PMS gdzieś tak w latach 80-90-tych XX wieku, nie udało się i tyle. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego ktoś dalej chce męczyć progesteronem pacjentki z PMS.  Sprawa wydaje się oczywista - progesteron to jeden z najczęściej używanych w endokrynologii ginekologicznej leków, prawie każda kobieta leczona powodu zaburzeń związanych z funkcjonowaniem układu rozrodczego kiedyś stosowała z różnych wskazań progesteron.  Każdy lekarz zajmujący się tym problem i prawie każda pacjentka dobrze wie, czy progesteronem da się wyleczyć akurat PMS, czy nie. Otóż nie - chyba, że  współistnieją inne zaburzenia, gdzie progesteron jest wskazany, ale nie jest to już wtedy leczenie PMS (1).

(EDIT: Po  uwadze Anuszki w komentarzu nr.3 wyjaśnię, że  komentuję tutaj proponowaną przez Naprotechnologię metodę leczenia PMS progesteronem w sposób sekwencyjny, w drugiej fazie cyklu miesięcznego. Czymś całkiem innym jest metoda ciągłego podawania progesteronu, co stosuje się w celu antykoncepcji,  albo w leczeniu raka trzonu macicy)

Sprawę leczenia PMS  przy pomocy gonadotropin (HCG) trudno nie nazwać dziwaczną i kompletnie niezrozumiałą. HCG u kobiet używa się do stymulacji jajeczkowania, nie jest to nieobojętna dla zdrowia zabawka. Nie można tego leku stosować bezpiecznie przez dłuższy czas (mówimy o miesiączkującej kobiecie), ze względu na wiele objawów ubocznych - na czele z  ryzykiem hiperstymulacji jajników, oraz  nowotworów układu rodnego (2). Nie mówiąc już o tym, że na PMS (podobnie jak progesteron) nie działa.

Poronienia nawracające (nawykowe):

Nie trzeba tłumaczyć co to jest, warto jednak dodać, że dotychczasowe wyniki leczenia nie są zbyt zachęcające. Oczywiście, jeżeli wykryje się „podejrzane” zaburzenie – należy próbować go leczyć. Od dawien dawna usiłuje się więc korygować operacyjnie chorobowe  zmiany w układzie rodnym i stosuje ex iuvantibus wspomniany wcześniej progesteron. Jednak często takich zaburzeń nie można wykryć, a leczenie progesteronem bywa nieskuteczne. Pewnym osiągnięciem jest coraz głębiej sięgająca diagnostyka immunologiczna i uświadomienie roli układu odpornościowego w wywoływaniu poronień nawracających. Właśnie leczenie zaburzeń immunologicznych i wynikających z nich zaburzeń krzepnięcia jest istotnym novum (3).

Co na ten temat ma do powiedzenia naprotechnologia – w sumie to co wszyscy inni, ale  przed 30-stu laty. Leczenie poronień nawracających tradycyjnie widzi w operacyjnym leczeniu endometriozy, drugi trop diagnostyka zaburzeń cyklu miesiączkowego (niewydolności fazy lutealnej - poowulacyjnej).   Nie trzeba dodawać, że leczy się to progesteronem.

Depresja poporodowa:

To bardzo poważny problem, nie można go lekceważyć. Warto przypomnieć, iż objawy depresji poporodowej, czy szerzej powiedziawszy objawy psychopatologiczne związane z porodem i połogiem mogą być groźne. Spotyka się próby samobójcze, niekiedy jest to tzw. samobójstwo rozszerzone, spotyka się również przypadki dzieciobójstwa. Nawet system prawny dostrzega tę smutną prawdę operując pojęciem zabójstwa uprzywilejowanego (zagrożonego mniejszą karą). Standardową  terapią, oprócz leczenia innych chorób towarzyszących, w tym schorzeń układu rodnego, jest oczywiście użycie leków psychoaktywnych na czele z lekami przeciwdepresyjnymi (4).

Co na to naprotechnologia? Dostrzega znaczenie depresji poprodowej  i oczywiście proponuje suplementację progesteronem, jako metodę zapobiegania i leczenia depresji poporodowej, co redukuje jej częstość ponad 3-krotnie. Wyniki prezentuje na tle znacznie niższej skuteczności "klasycznej" terapii lekami przeciwdepresyjnymi.

W tym momencie trudno nie ukryć rozeźlenia połączonego z chęcią rzucenia „mięsem”. Parafrazując Szreka – naprotechnolodzy mogą se mówić, że progesteronem  redukują 3-krotnie częstość depresji poporodowej, rzecz w tym, iż nikt czegoś takiego nie potwierdza.  U większości pacjentek z istotnie nasilonymi objawami, użycie leków przeciwdepresyjnych jest niezbędne. Nie trzeba wiele wyobraźni, aby zrozumieć, jak trudno jest przekonać wiele pacjentek do użycia leków psychoaktywnych, ile wysiłku to wymaga, i jak jedno nieopatrzne słowo może zaprzepaścić wysiłek leczących, doprowadzić do rozpaczy rodzinę i bliskich chorej. I oto zjawia się amerykański facio, z którego tekstów wynika, że dotychczasowe leczenie może być  niepotrzebne, bo wystarczy podawać progesteron. A idźże do diabła.

Reasumując - należy stwierdzić brak kwalifikacji wiodącego ośrodka naprotechnologicznego do zajmowania się problemami endokrynologii ginekologicznej i pokrewnymi u ludzi. Stosowane metody są częściowo zgodne ze stanem wiedzy, ale przed 20-30 laty, przez to mało skuteczne. Po części są niezgodne z wiedzą medyczną i przez to niebezpieczne.

Trudno nie dostrzec (nieuświadomionego?) doktrynerstwa  - progesteron i HCG to produkty łożyska ciężarnej kobiety - zatem "dobre" na wszystko. Dobry jest też naltrekson, bo jest antagonistą przeklętych narkotyków. Złe są leki przeciwdepresyjne, gdyż kojarzą się z Prozac`em, który kiedyś miał pomagać kobietom w uzyskaniu czegoś bardzo brzydkiego i nie dla dzieci, o czym wstydzę się pisać. Immunologię i jej leki nie da się jeszcze określić jako "dobre" czy "złe", zatem na wszelki wypadek lepiej się nie wypowiadać. Na pocieszenie warto zdać sobie sprawę, że to o czym mowa, to takie ABC. Lekarze w Polsce, nawet powołujący się na naprotechnologię są lepiej wyszkoleni -  mam nadzieję, że opisane zalecenia witryny naprotechnology.pl mają  głęboko w ...  poważaniu.

  1. Zukov I, Ptácek R, Raboch J, Domluvilová D, Kuzelová H, Fischer S, & Kozelek P (2010). Premenstrual dysphoric disorder--review of actual findings about mental disorders related to menstrual cycle and possibilities of their therapy. Prague medical report, 111 (1), 12-24 PMID: 20359434
  2. Jensen, A., Sharif, H., & Kjaer, S. (2009). Use of Fertility Drugs and Risk of Uterine Cancer: Results From a Large Danish Population-based Cohort Study American Journal of Epidemiology, 170 (11), 1408-1414 DOI: 10.1093/aje/kwp290
  3. Tang, A., Alfirevic, Z., Turner, M., Drury, J., & Quenby, S. (2009). Prednisolone Trial: Study protocol for a randomised controlled trial of prednisolone for women with idiopathic recurrent miscarriage and raised levels of uterine natural killer (uNK) cells in the endometrium Trials, 10 (1) DOI: 10.1186/1745-6215-10-102
  4. Fitelson E, Kim S, Baker AS, & Leight K (2010). Treatment of postpartum depression: clinical, psychological and pharmacological options. International journal of women's health, 3, 1-14 PMID: 21339932