• utworzono
  • zmodyfikowano 26-02-2013
Aktualne uregulowania prawne dotyczące leków refundowanych z punktu widzenia lekarza zawierają dwa poważne utrudnienia, będące przedmiotem uzasadnionych protestów.
  • lekarz na recepcie ma wskazywać stopień refundacji leku. Tymczasem w wykazie leków refundowanych widnieje kilka tysięcy pozycji na 200 stronach -  nie każdy potrafi się jej nauczyć w całości w dzień (ja na pewno nie, nie jestem Idolem),  zwłaszcza tak nieistotnej z punktu widzenia lekarskiego cechy jak refundacja.  Nie  w każdym gabinecie lekarskim jest komputer aby to sprawdzać, czas też nie jest z gumy.
  • pacjent ma obowiązek legitymowania się dowodem ubezpieczenia a lekarz pod groźbą sankcji finansowych ma to sprawdzać (aktualnie zastąpiono ten wymóg składaniem oświadczeń przez pacjentów, co jest typowym przykładem "prawa powielaczowego")
Jak rozwiązać ten problem? Oto moja analiza: Leki wymienione w liście leków refundowanych występują w trojakiej postaci:
  • leki refundowane w  w zakresie wszystkich zarejestrowanych wskazań  - tutaj lista wykazuje jedną dla danego leku pozycję -  albo refundacja ryczałtowa albo 50% albo 30%.
  • leki refundowane tylko w zakresie niektórych wskazań - z mojej dziedziny to na przykład lewotyroksyna w niedoczynności tarczycy.
  • kombinacja tych rozwiązań - lek występuje na liście leków refundowanych podwójnie - na przykład leki przeciwwymiotne - ryczałt w chorobach nowotworowych, 30% we wszystkich zarejestrowanych wskazaniach.
Taka konstrukcja jest moim zdaniem sprzyjająca ochronie zdrowia - niby dlaczego za publiczne pieniądze ładować w każdego pacjenta zgłaszającego się do poradni leki bez określonych wskazań. Z drugiej strony celowość "lepszej" refundacji leków w niektórych chorobach nie wymaga komentarza.  Nikomu nie życzę bycia w tej "lepszej" sytuacji. Druga ważna  i pozytywna cecha uregulowań prawnych - tym razem ustawy refundacyjnej  - to możliwość uzupełnienia wpisów na recepcie przez farmaceutę.  Dlaczego ta sprawa jest tak ważna? Ze względu na wymienione negatywne cechy całego procesu refundacji. Widzimy więc, że jedyne  sensowne rozwiązanie tej sprawy to podzielenie się problemami związanymi z refundacją.
  • Przyniesie pacjent świstek o ubezpieczeniu - wpisujemy na recepcie symbol w rubryce "Oddział NFZ"  . Nie przyniesie - nic nie wpisujemy - niech zaopatrzy się w ten świstek przed wizytą w aptece, albo niech nie udaje ubezpieczonego (milion Polaków wyemigrowało - wielu z nich lata do Polski się leczyć udając ubezpieczonych)  i zapłaci 100%.
  • Jeżeli lek występuje na liście refundacyjnej tyko w jednej stawce refundacyjnej  (na wszystkie wskazania), albo nie występuje w ogóle - nie ma żadnego powodu, aby dodatkowy symbol refundacji wpisywał  na recepcie lekarz. Każda recepta  i tak przechodzi przez system komputerowy w aptece analizujący odpłatność. Tak było dotąd i było dobrze, po co powielać nieużyteczną pracę.
  • Jeżeli lek występuje na liście refundacyjnej w określonych wskazaniach - wtedy stawkę refundacji musi określić lekarz.  Listę leków refundowanych w danej specjalności można umieścić  na ściądze. Oczywiście Pacjenci muszą zdawać sobie sprawę z wydłużenia czasu wizyty, co w warunkach komercyjnej służby zdrowia często przekłada się na wzrost cen.
  • Druga sytuacja, gdzie refundację musi określić lekarz - to stosowanie leków refundowanych na wszystkie zarejestrowane wskazania  poza zarejestrowanymi wskazaniami.  Trudne - nie? Rejestr dopuszczonych do obrotu leków zawiera wskazania do ich stosowania ujęte w tzw. charakterystyce produktu leczniczego  (to nie to samo co lista refundacyjna).  Wiedza medyczna rozszerza się i czasami stosuje się "stare" leki na "nowe" choroby - wtedy  rozwiązania prawne nie dają możliwości refundacji. Na dzień dzisiejszy przestrzeganie tego przepisu wydaje się niemożliwe.  Bez zmian w rozporządzeniu lekarze będą po prostu przepisywać leki spoza listy refundacyjnej bojąc się klopotów, gdyż w przypadku wielu preparatów nie da się ustalić na co jest rejestrowany a na co nie. Szczegóły w następnym wpisie pod tytułem: Zakres zarejestrowanych wskazań leków.
Tyle mojej analizy. Pozostaje skonstatowanie faktu, iż podobnego rozumowania nie podjęły wszystkie powołane do tych spraw gremia:
  • Organizacje lekarskie wzywają do umieszczania pieczątek - nie wiadomo po co - wystarczy w razie wątpliwości nic nie umieszczać.
  • Organizacje aptekarskie odgrażają się, że recept bez wymaganych wpisów nie będą refundowane, co jest posunięciem bezprawnym.
  • Oba gremia nie zalazły czasu, aby porozmawiać wspólnie nad problemem.
  • Organy państwowe ta sprawa stanowczo przerosła - nie potrafiły sporządzić analizy jak wyżej i doprowadzić do ustalenia sensownego postępowania . Nikt nie  doprowadził do spotkania wszystkich zainteresowanych stron, nikt nie poradził jak rozgryźć problem,  nie przekonał, że  "damy radę". Minister Zdrowia  mówi ogólnikami i nie ma nic ważnego do powiedzenia, premier straszy, cały legion różnych Rzeczników nie wykazał sensownej aktywności.
Życzę wszystkim zainteresowanym Zdrowia w nadchodzącym roku, przy czym Zdrowie to również badania profilaktyczne, nie ma tak dobrze, aby można było zapomnieć o lekarzu. Dodatek: Na prośbę farmaceutów dopiszę jeszcze ich komentarz:
  • Uregulowania są wprowadzane  z wykorzystaniem monopolistycznej siły NFZ w pełnej krasie. Apteki mają kilka dni na podpisanie umowy z NFZ, w której zrzekają się prawa rozstrzygania sporów sądownie.  Nawet jak tak musi być - należało dać chwilkę czasu na przeanalizowanie sytuacji, w końcu apteka to często dorobek życia całej rodziny, a zmuszanie do podjęcia nagle tak poważnej decyzji wielu traktuje jako wyraz chamstwa.