• utworzono
  • zmodyfikowano 13-03-2013

ResearchBlogging.orgProblematyka "in vitro" dotyczy mnie i mojej pracy w sposób odległy i pośredni. Ani się tym nie zajmuję, ani nie mam z tego jakichś profitów, wręcz (jak każdy lekarz) odwrotnie. Urodzi się dziecko, więc szczęśliwa matka już nie musi "starać" się zajść w ciążę, biegać do lekarza przy każdym przeziębieniu i "palpitacji serca". Z tego powodu czuję się uprawniony do  wygłoszenia kilku uwag dotyczących wywiadu z ks. prof. Franciszkiem Longchamps de Berier, członkiem zespołu ekspertów ds. bioetycznych Konferencji Episkopatu Polski, który ukazał się w "Uważam Rze".

Nie będę zabierał głosu w sprawach etycznych i filozoficznych, każdy ma wolną wolę i sam wie, co na ten temat myśleć. Chciałbym  poruszyć kilka tematów dotyczących biologii i  medycyny, gdzie możliwy jest obiektywizm, a to poprzez dane  statystyczne.

Ks. Prof. porusza temat zdrowia dzieci poczętych "in vitro".  Twierdzi, iż w tej grupie częściej występują wady genetyczne, jak zespół Pradera-Williego,  Silvera-Russella, Angelmana, Wiedemanna (prawdopodobnie chodziło o Beckwitha-Wiedemanna). Inne ważne twierdzenie, to umiejętność rozpoznawania dzieci poczętych "in vitro" przy pomocy charakterystycznej "bruzdy dotykowej" (chodziło prawdopodobnie o wygląd dłoni z pojedynczą bruzdą, nazywaną w podręcznikach medycznych "małpią bruzdą"). Podejmowany jest też temat "mrożenia", mrożenie ma być złe.

Co mogę na ten temat powiedzieć?

  • Wymienione zespoły wad wrodzonych to bardzo rzadkie wady, zarówno wśród dzieci "in vitro" jak i w całej populacji. Istnieją obserwacje pokazując dużą częstość tych wad (w szczególności Beckwitha-Wiedemanna) w grupach dzieci "in vitro", ale dotyczą wycinkowych grup i okresów czasowych, inne obserwacje nie wykazały tak drastycznych różnic. Takie są prawa statystyki - zawsze zdarzy się grupa niereprezentatywna dla ogółu.
  • Omawiane  wady nie wpływają w istotny sposób na ogólną ocenę zdrowotności dzieci "in vitro". Dlaczego? Gdyż inne wady, których częstość jest podobna w obu grupach, występują o wiele częściej. Można to porównać do zagrożenia w Polsce promieniowaniem wydzielanym przez J131 z Fukushimy: Było ono 8000 razy większe niż normalne, ale i tak nieistotne, gdyż nieporównywalnie mniejsze od naturalnego promieniowania z innych źródeł.
  • Rzeczywistym problemem była duża częstość ciąż bliźniaczych i związanych z tym powikłań. Kiedyś standardem było wszczepianie kilku zarodków, dlatego ilość ciąż bliźniaczych i powikłań była większa. Dopiero znienawidzone przez niektórych "mrożenie" zlikwidowało ten problem. Zatem mrożenie nie jest "złe" ale "dobre".

Jakie jest  ryzyko schorzeń u dzieci poczętych "in vitro"? Wrodzone zaburzenia (to nie to samo co omówione zespoły wad genetycznych, pojęcie dotyczy jakichkolwiek zaburzeń rozwoju płodowego, często możliwych do wyleczenia) pojawiają się u ok 7-9% dzieci poczętych techniką wspomaganego rozrodu,  5-6% poczętych naturalnie. Prowadząc porównania, należy zestandaryzować populację - zabiegi wspomaganego rozrodu przeprowadza się w grupie starszej wiekowo, "chorszej", zatem z większym ryzykiem naturalnych wad, co nie ma związku z "in vitro". Gdyby  dzieci w tej grupie było mniej, to mniej by było wrodzonych zaburzeń. Częściej zdarzają się ciąże bliźniacze, co rodzi kolejne komplikacje. Najnowsze dane (przytoczone w dwóch ostatnich pozycjach piśmiennictwa) uwzględniają te zastrzeżenia. 

W sumie: Populacja dzieci "poczętych in vitro" jak każda podgrupa różni się nieco od populacji ogólnej, zgodnie z prawami statystyki i przyrody. W jednej cesze jest "gorsza" a w jednej "lepsza". Najogólniej rzecz biorąc w chwili obecnej nie ma istotnej  różnicy ryzyka pojawienia się wrodzonych zaburzeń dziecka, przy planowaniu poczęcia "in vitro" i "normalnego", po uwzględnieniu odmienności demograficznej  rodziców obu grup i postępu w zakresie stosowanych technik (mrożenie! tak!).

Jeszcze dwa ciekawe (humorystyczne?) spostrzeżenia:

  • Małpia bruzda na dłoni  występuje niekiedy u  ludzi zdrowych, z większą częstością zdarza się w grupie osób z zespołami różnych wad genetycznych. Najcześciej spotykamy się z nią - no kiedy? Pomyśl Czytelniku... U ludzi zdrowych, bo takich jest najwięcej! Z "in vitro" oczywiście nie ma nic wspólnego.
  • W Polsce dochodzi jeszcze czynnik statystycznie wyższego statusu materialnego, społecznego i edukacyjnego rodziców dzieci "in vitro". Nie wiem, czy to się da zbadać (rodzice nie są chętni do takich badań), ale można przypuszczać, że w.w. czynniki przełożą się na lepszy stan zdrowia dzieci.

Reasumując: "Prawda Was wyzwoli!" I jeszcze jeden cytat: "Nie lękajcie się!". Dla wątpiących literatura poniżej.

  1. Fortunato, A., & Tosti, E. (2011). The impact of in vitro fertilization on health of the children: an update European Journal of Obstetrics & Gynecology and Reproductive Biology, 154 (2), 125-129 DOI: 10.1016/j.ejogrb.2010.10.012 
  2. Shiota K, & Yamada S (2009). Intrauterine environment-genome interaction and children's development (3): Assisted reproductive technologies and developmental disorders. The Journal of toxicological sciences, 34 Suppl 2 PMID: 19571482 
  3. Hansen, M., Kurinczuk, J., de Klerk, N., Burton, P., & Bower, C. (2012). Assisted Reproductive Technology and Major Birth Defects in Western Australia Obstetrics & Gynecology, 120 (4), 852-863 DOI: 10.1097/AOG.0b013e318269c282 
  4. Davies, M., Moore, V., Willson, K., Van Essen, P., Priest, K., Scott, H., Haan, E., & Chan, A. (2012). Reproductive Technologies and the Risk of Birth Defects New England Journal of Medicine, 366 (19), 1803-1813 DOI: 10.1056/NEJMoa1008095

Szanowni Komentatorzy!

Problemy z przejściem na nową platformę hostingową i nowy CMS (melanż Wordpress + nazwa.pl + obecność na wykop.pl blokowała serwer) spowodował zlanie się komentarzy dwóch wpisów - o płci i bruździe dotykowej. Wszystkich Komentatorów i Czytelników serdecznie przepraszam, nie wiem jak to odwrócić.