• utworzono
  • zmodyfikowano 2-05-2013

Cyfryzacja w radiologii to bardzo ważny i sprzyjający postępowi trend. Aparaty wykonujące zdjęcia cyfrowe powodują znacznie mniejsze narażenie na promieniowanie, eksploatacja jest tańsza (koszy klisz i odczynników) znikają ciemnie z ich toksycznymi odpadami, wyniki są trwałe, łatwe do powielania, przesyłania, nie tracą na jakości z upływem czasu. Cyfrowe zdjęcia i filmy nagrywają też - to oczywiste - pracownie nie używające promieni RTG: endoskopowe, ultrasonograficzne, rezonansu magnetycznego, scyntygrafii i PET.

W czym zatem leży problem? Pacjent wychodzący z cyfrowej pracowni otrzymuje obrazy uzyskane w czasie badania na krążku CD. Dalszy bieg wydarzeń, próba odczytu owego materiału przez lekarza kierującego na badanie wygląda następująco: Wrrrr --- wrrrr --- wwwwrrrrrrrrrr Wrrrrr - rrrr -bzzziuuum bziiuum - uuuuuuuuuuuu. To dźwięki, które wydaje napęd CD usiłujący odczytać płytkę. Następnie, o ile w ogóle coś zadziała, może ukazać się napis:

Co się stało? Materiał na krążku zapisany jest w plikach w formacie DICOM, a do ich podglądu dołącza się automatycznie startującą przeglądarkę. Przy pomocy tejże przeglądarki lekarz zazwyczaj usiłuje podglądnąć nagrany materiał.

I tu tkwi błąd.

Dlaczego?

Niektóre przeglądarki usiłują doinstalować rożne komponenty, czego absolutnie nie powinny robić. Nie wszyscy użytkownicy mają przecież uprawnienia administracyjne, wręcz odwrotnie - nie powinni ich mieć. Może pokazać się niezgodność z kolejną wersją systemu operacyjnego, co miało miejsce w przypadku Windows XP/Vista/7.

To nie jest odosobniony problem, ale typowy. Tak zachowuje się aplikacja eFilm, która (wg dystrybutorów tejże aplikacji) jest standardem w archiwizowaniu cyfrowych materiałów obrazowych.

Powyższy obrazek ukazuje się przy próbie odtworzenia badania wykonanego w Szpitalu Jana Pawła II w Krakowie - nowoczesnym i sprawie zarządzanym. Jakim cudem menadżerowie "służby zdrowia" mają tak głęboko w poważaniu swoich klientów i dają sobie wciskać taką kichę - nie mnie pytać, o innym problemie nazywającym się dicomdir niżej.

Nie mówię, że aplikacja eFilm jest zła, niech służy w pracowni radiologicznej, ale jako przeglądarka dołączona do krążka CD absolutnie nie powinna być stosowana, należało użyć innej.

Niektóre przeglądarki mają fatalny, skomplikowany i nieintuicyjny interfejs, poza tym w użyciu jest chyba z 15 różnych. Nauczenie się sprawnej obsługi wszystkich - no przepraszam, wolne żarty.

Start przeglądarki z CD to dość długi proces, przy nieprawidłowo wyjętej poprzedniej płycie nie uda się. Jeżeli ktoś wyłączył autostart CD (zdarza się, tak robią "na wszelki wypadek" informatycy) a nie ma się uprawnień administracyjnych też się nie uda. Pliki uruchomieniowe przeglądarki niekiedy nie są widoczne.

Jak postępować prawidłowo:

Używać własnej preinstalowanej przegladarki DICOM do odczytu krążków, zrezygnować z przeglądarek dołączanych do krążków.

To oczywiste rozwiązanie, ale wiedza o nim w środowisku nie-diagnostów jest stanowczo niewystarczająca. Nie mówi się o tym na szkoleniach, nie propaguje w internecie. Poszukajcie w Googlu frazy "porównanie przeglądarek DICOM" albo "przeglądanie wyników RTG na CD" i co - zadowoleni? Doszło nawet do tego, że w pracach naukowych i doniesieniach zjazdowych narzekano na mnogość przeglądarek, co dość wymownie świadczy o niewiedzy.

Jakiej przeglądarki używać?

I tu za skoczenie. Większość przeglądarek dostępnych na rynku w naszych polskich warunkach jest FA-TAL-NA !!!

Oto lista grzeszków:

  • Brak możliwości odczytania wielu krążków:

Większość przeglądarek wymaga do bezproblemowego odczytania krążków pliku indeksującego zawartość o nazwie dicomdir, który w polskich pracowniach nierzadko nie jest nagrywany. Nie będzie zaskoczeniem jak dodam, iż nie zawiera tego pliku wiele krążków z instytucji medycznej, o której była mowa wcześniej.

  • Nieintuicyjny i skomplikowany interfejs z dziwnymi ikonkami.

Mnogość ikonek i ustawień przyczynia się do zajmowania miejsca na ekranie, wymaga wczytywania się w wielostronicową instrukcję i długotrwałego konfigurowania aplikacji, aby te niepotrzebne detale poukrywać. Twórcy takich aplikacji hołdują jak widać filozofii "nos dla tabakiery" i są święcie przekonani, że medykom można wszystko wcisnąć bo są zbyt głupi aby znaleźć alternatywę.

  • Problemy z instalacją

Wymagane dodatkowe silniki baz danych, architektura klient-serwer itd. Nie wszystkie wymęczone gabinetowe blaszaki to wytrzymają, poza tym po co to robić.

Jakie wymagania powinna spełnić  przeglądarka?

  • Prosty interfejs:

Kilka dużych intuicyjnych ikon, widoczne miniaturki nagranych obrazów, kliknięcie w miniaturkę wyświetla obraz na całym ekranie, przechodzenie pomiędzy obrazami i powiększanie przy pomocy prostych gestów myszą czy gładzikiem

  • Bezproblemowe skanowanie i odczyt krążków, tych bez pliku dicomdir też
  • Sensowne ustawienia domyślne

Tak aby można było pracować bez godzin konfigurowania. Ustawienia zaawansowane niech sobie będą, ale nie na pierwszym planie.

  • Łatwa instalacja, najlepiej aby program odpalał bez żadnej instalacji.
  • Możliwość importu badań do lokalnej bazy danych
  • Możliwość udostępniania danych w sieci

Co ciekawe tych kryteriów nie spełniają "topowe" przeglądarki dla Windows opisane w zajmującym się przeglądarkami DICOM portalu I Do Imaging. Na przykład nr 1 nie skanuje krążków bez pliku dicomdir. Czy udało się znaleźć dobrą przeglądarkę?

Za nr 1 jednogłośnie (głosował autor, zapytana w tej sprawie Żoneczka oraz Efektywny Lekarz) została uznana przeglądarka Osirix:


OsiriX

Przeglądarka ma wszystkie wymagane cechy, ale jedno ograniczenie: Działa tylko na komputerach Appla.

Ta przeglądarka jest tak dobra, że osobie często korzystającej ze zdjęć wygodniej jest porzucić Windows i przesiąść się na Maki. O używaniu Maków w medycynie warto napisać osobną epistołę, w skrócie: Apple nie dystrybuuje już idealnego do celów medycznych 17-calowego MacBooka z możliwością dodania pamięci, aż się prosi o sprokurowanie Hackintosha.

Ale co z Windows? Szukałem i szukałem. Jak poprzednio napisałem - nie spełniają wymogów topowe przeglądarki z podanego wyżej zestawienia. Nie testowałem przeglądarek o kosmicznej cenie lub trudno dostępnych wersjach testowych czy denonstracyjnych.

Na nr 1 dla Windows skłaniam się do mianowania przeglądarki RadiAnt:

  • Bez problemu odtwarza i skanuje krążki
  • Interfejs przyjazny, taki jak powinien być
  • Instalator ma uwaga, uwaga tylko 1,9 MB
  • Nie jest zbyt kosztowna
  • Posiada POLSKĄ wersję (brawo!)

Do minusów należy brak możliwości importu do lokalnej bazy danych i udostępniania danych w sieci, co nie dziwi przy tak "lekkiej" aplikacji. Program może skanować lokalne katalogi (pardon foldery), zatem brak możliwości automatycznego importu można zastąpić ręcznym kopiowaniem zawartość krążka. To bardzo prosta aplikacja, bez wielu funkcji koniecznych przy opisywaniu badań, nadaje się wyłącznie do przeglądania zdjęć, ale właśnie coś takiego jest potrzebne.

Licencje:

Opisane przeglądarki (jak i większość innych) są dostępne bezpłatnie "nie do użytku w medycynie". Aby używać je do pracy należy wykupić licencję. Taka licencja kosztuje 600$ dla Osirix, 360 PLN dla RadiAnt.

Dalsze informacje:

Razem z Efektywnym Lekarzem zamierzamy dalej propagować ideę poprawnego odczytywania cyfrowych materiałów obrazowych w medycynie. Twórców aplikacji, dystrybutorów zainteresowanych akcjami promocyjnymi, użytkowników systemów cyfrowego obrazowania, wszystkich chętnych do udziału w naszym przedsięwzięciu - proszę o kontakt.

Kategorie: