• utworzono
  • zmodyfikowano 14-12-2013

Czytacie blogi Rafała? Jeśli Szanowna Czytelniczko/Szanowny Czytelniku trafiła(e)ś na mój - to pewnie tak.

banner_np_sm

Jednym tematów często poruszanych przez redaktora Genome Biology jest świat czasopism naukowych i ich problemów - wskaźników, recenzentów, opłat, filozofii Open Access. Zrozumiałe, że Autor deklaruje się jako zwolennik ruchu "otwartych" czasopism, gdzie treść udostępniana jest bez dodatkowych opłat, opłaty za to ponosi prezentujący publikację. Otwarte czasopisma siłą rzeczy stają w opozycji do tradycyjnych, udostępnianych za opłatą, czasami niezwykle wygórowaną. Uzasadnieniem takiej polityki ma być wysoki poziom merytoryczny, obrazowany przy pomocy wskaźników typu "impact factor", którymi czołowe naukowe periodyki dumnie się szczycą.

W ostatnim wpisie Rafał dystansuje się jednak od krytyki czasopism nazwanych przez Randy`ego Schenkmana - zasłużonego badacza i zapalczywego polemisty - luksusowymi i goniącymi za sensacją. Do obrony tradycyjnych czasopism, oprócz argumentów zaprezentowanych przez Rafała chciałbym dorzucić kilka własnych.

Odbiorcami czasopism naukowych są nie tylko zawodowi badacze i biblioteki uniwersyteckie. Są nimi również ludzie zupełnie nie związani z działalnością naukową a jednak ważni - podatnicy i konsumenci usług oferowanych przez sektor naukowy. Dla zawodowego badacza naukowego, bez ciągot do biznesu czy celebryctwa, tacy odbiorcy są zupełnie zbędni. Nie będą cytować opublikowanej pracy w swoich publikacjach, bo ich nie tworzą. Nie zapewnią wzrostu prestiżu w świecie naukowym, wzrostu indeksu cytowań czy środków na dalsze badania.

Z drugiej strony nie trzeba uzasadniać potrzeby orientacji w aktualnych trendach naukowych na przykład dla inżyniera czy lekarza. Konsumenci nauki chcą mieć podane treści "na tacy" - w atrakcyjnej formie, solidnie zredagowane, możliwie bez wpadek, z częstą obecnością artykułów przeglądowych, porządkujących osiągnięcia w danej dziedzinie wiedzy. Moim skromnym zdaniem tę rolę ciągle lepiej spełniają czasopisma "tradycyjne".

Drugi argument, zazwyczaj pomijany w dyskusjach to argument z dziedziny ekonomii. Krytykujemy "impact factor" i wszelkie inne wskaźniki, które nie zawsze mają związek z jakością czasopisma czy publikacji. Ale czy konieczność ponoszenia opłaty za wgląd w prezentowane treści nie jest niezależnym czynnikiem warunkującym jakość? Kto chciałby ponosić koszty dla przeczytania już znanych, niezrozumiałych, rozwlekle nudnych czy oszołomskich treści? Redakcje "luksusowych" czasopism muszą brać ten fakt pod uwagę i stosować oparte najprawdopodobniej na "widzimisię" redaktorów, ale wciąż skuteczne kryteria jakości.

A teraz coś na Mikołaja: Redakcja Nature zaszalała (a może skalkulowała?) i proponuje roczną prenumeratę swojego "luksusowego" czasopisma za 38 Euro. Tak, to nie pomyłka. Liczba 38  to aktualny Journal Citation Report "Nature" (a może wynik kalkulacji ekonomistów ślęczących nocą nad superkomputerami?).

header1

Dla konsumenta nauki ważniejsza jest jednak druga promocja: Czasopisma fachowe ze stajni Nature, w wersji tylko dla iPada są dostępne za 32 Euro!

NREndo-prenumerata

To nie jest klasyczna prenumerata, treść dostępna jest tylko w dedykowanej aplikacji, nie można jej zachować, chociaż da się zrobić zrzut ekranu i wydobyć treść programem OCR. Nie wiem co będzie po roku lub po zaprzestaniu subskrypcji - treść zniknie, czy dalej będzie dostępna?

Czasopisma fachowe sygnowane przez Naturę to jednak klasa sama w sobie, dla mnie Nature Reviews of Endocrinology jest bezcenny.

NREndo

Nie wierzysz? To zobacz artykuł o niepłodności w chorobach autoimmunologicznych układu dokrewnego.

Informacja o konflikcie interesów:

Autor w żaden sposób nie jest związany ani z Nature Publishing Group, ani z firmą Apple i jej przedstawicielami (wręcz przeciwnie, jest stałym czytelnikiem Ogrodnika Januarego), ani z żadną partią polityczną.

Tagi: 
Kategorie: